KTÓRYM JEST NAJCIĘŻEJ

W spacerowym wózku dziecko, które wyraźnie przerasta rozmiarami pojazd przeznaczony najwyżej dla dwulatków. Jest długie, szczuplutkie i bardzo bezwładne. Główka leży odrzucona na bok, jasne śliczne włosy dokoła bardzo bladej twarzy, oczy bez wyrazu. Uderzająca nieruchomość. Dziec­ko jest ubrane w eleganckie pastelowe ubranko, troskliwie uczesane, okryte różowym pledem. Popychający wózek młody mężczyzna ma na twarzy wyraz skupienia, skoncent­rowania się na drobnym człowieczku, którego wiezie, wyraz uwagi i serdeczności.

Ilekroć spotykam ten wózek ? czasem z obojgiem rodziców, czasem z matką ? mijam go z poczuciem niemal winy. Za własną radość z dzieci, które są zwyczajne, zwyczajnie kłopotli­we i zwyczajnie utrapione. Nie odważam się myśleć o tym, czego wymaga przyjęcie dziecka innego niż wszystkie, dziecka dotkniętego nieszczęściem, które je wyróżnia, piętnuje, spycha na osobny tor życia, a od rodziców żąda tego rodzaju miłości i odwagi, jaka może nigdy nie stać się udziałem przeciętnego śmiertelnika, nie nawiedzonego przez los. Co chwila jednak stykam się z ludźmi, którym takie właśnie życie przypadło w udziale. I wiem, że umieją z niego ? kosztem nieznanych mi wysiłków ? tworzyć coś wspaniałego, coś przejmującego do głębi natężeniem miłości, mądrości, zapomnienia o sobie, oddania się dziecku, które wymaga nieporównywanie więcej uwagi, pogody, obecności.

Uchwała rządu, przyznająca na dzieci kalekie specjalny dodatek rodzinny, o wiele wyższy niż na dziecko normalne, sprawia głęboką satysfakcję nie tylko jako pomoc material­na; bo jakkolwiek ta suma stanowi rzeczywistą pozycję w budżecie rodziny, moralne obciążenie jest tu przecież nieprzeliczalne i skompensowane być nie może. Dodatek ten ma także ogromne znaczenie społeczne: wyróżnia ludzi, którym naprawdę jest nieporównanie ciężej niż innym, uznaje to aż na szczeblu uchwały, podkreśla ich obowiązki, nieodgadnionym wyrokiem tak niewspółmiernie trudne w sto­sunku do obowiązków przeciętnego człowieka.- Zwraca uwagę najbardziej obojętnych i na sobie skoncentrowanych, że nie wszystkim tak się wszystko układa, że potoczne narzekanie i potoczne niedomogi nie dadzą się porównać z tym, co przychodzi przeżywać niejednemu ojcu i matce ? bez ich najmniejszej winy.

Jesteśmy bardzo nieskorzy do współczucia. Za wszelką cenę dążymy do ujednolicenia innych z sobą,’ nie będąc w stanie przyznać, że ktoś ma gorzej, że czyjeś kłopoty są naprawdę większe. Dlatego wśród rodziców tak mało pomo­cy wzajemnej, tak mało wymiany usług, wyręczania się nawzajem w zakresie opieki nad dziećmi, wymiennego odpoczynku, wolnego czasu, organizowania domu itp. Można spotkać matki jedynego dziecka, normalnego i zdro­wego, które jego pielęgnację będą uważały za obciążenie, zwalniające je od dostrzegania jakichkolwiek potrzeb bliź­nich, z najbliższą rodziną włącznie. Pomyślne ułożenie własnej sytuacji rodzinnej, opieki nad własnymi dziećmi, pogodzenie pracy z obowiązkami domowymi, nieraz uszty­wnia wyobraźnię, nie pozwalając zauważyć ludzi, którzy ? tuż obok nas ? takiego rozwiązania nie są w stanie osiąg­nąć, którzy muszą być przepracowani i przemęczeni w stop­niu, o jakim nam, szczęśliwszym, trudno mieć wyobrażenie. Kłopoty rodziców dzieci specjalnie chorowitych, obciążenie matki w liczniejszej rodzinie ? jest w sensie fizycznym i psychicznym jakością inną niż przeciętnej rodziny 2 + 1. A cóż dopiero mówić o tragedii, jaką jest fizyczne lub psychiczne upośledzenie dziecka, tragedii, która nagle staje się zobowiązaniem do miłości w wymiarze przekraczającym na pozór siły ludzkie…

Wiem, że nie wszyscy rodzice zdają ten egzamin. Że są dzieci opuszczone, odrzucone na margines życia. To jest jakieś olbrzymie zadanie dla pedagogiki społecznej: pomóc ludziom, którzy nie dają rady, których ten ciężar przerasta. Myślę teraz jednak o tych wszystkich, którzy przecież potrafią. Myślę z podziwem, który wyklucza długie rozwo­dzenie się. Dla nich wszystkich cieszę się tak bardzo, że zostało przyznane społeczne prawo do innego, wyższego oceniania ich obowiązków rodzicielskich, prawo do szczegól­nej pomocy, prawo do pierwszeństwa nie dla tych, którzy są najświetniejsi, ale dla tych, którym jest najciężej. Rzadko takie miary przybierają kształt administracyjno-prawny. Jak dobrze, że tym razem tak się stało.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.